dwa dni temu odszedł mój Tata...
nie będę się rozwodzić nad tym jaki był, ale powiem jedno: był dobrym człowiekiem, na wskroś uczciwym i pozbawionym jakiegokolwiek cwaniactwa i umiejętności kombinowania. byłam w dzieciństwie prawdziwą córeczką tatusia, więc jego brak będzie mi bardzo doskwierał w życiu...
bardzo pociesza mnie myśl, że widziałam go ostatniego wieczora, że na mnie spojrzał, choć nie wiem czy poznał. myślę że to było pożegnanie, bo rano nadszedł koniec... pociesza mnie to, że się nie męczył, że nie umarł na jakąś straszną chorobę, że nie odczuwał bólu, że po prostu spał...
nie mogę sobie pozwolić na słabość, na wybuch emocji, wszystko muszę ogarniać sama, więc jest to dla mnie bardzo ciężki egzamin. zdam. muszę.
a potem się pożegnam tak po swojemu, porządnie, mając nadzieję, że kiedyś się jeszcze zobaczymy.........