oznajmiam niniejszym, że z FILCU można zrobić WSZYSTKO. po prostu. takie jest moje zdanie.
a drugi wniosek do jakiego doszłam wczoraj - to taki, że ja jestem jak ten Pomysłowy Dobromir, któremu ping pong skakał po głowie kiedy pomysł mu jakiś wpadał... dlaczego tak uważam?
a już Wam opowiadam...
leżę wczoraj sobie w łóżeczku, jest późne popołudnie, popijam herbatkę, choroba mnie rozbiera na maxa, boli mnie każdy mięsień, ogólnie dętka jestem. zamulam się tv. i nagle, po prostu znikąd - POMYSŁ. uszyję sobie z filcu klatkę. taką na stół. nie da się? da się, na pewno... w głowie szybki plan i wiadomo, muszę go wprowadzić w życie natychmiast. więc zwlekam się z łóżka i naprzód. uszyłam:)
może śmieszne, może dziwne, może niemądre - ale mam klatkę z filcu i koniec! i niech mi ktoś pokaże, że coś takiego ma! ;)
wcześniej wczorajszego dnia "odnowiłam" sobie blat mojego kuchennego stołu. jako że całą kasę z wyprzedaży moich torebek wydałam na cotton balls'y, no to jak na razie nie wymieniam sobie stołu. a że blat (jak pamiętacie też własnoręcznie przeze mnie wykonany) już wyglądał średnio - no to trzeba było coś wymyślić. można go było szlifierką wyczyścić, ale nie mam szlifierki, a ręcznie... ooo nie ma głupich! więc go pomalowałam.
jestem zachwycona efektem - jest biało szary w przecierki, idealne tło do zdjęć, idealnie rozjaśnia kuchnię, super po prostu:)
dobra, to już nie gadam, tylko pokazuję - i stół i klateczkę. i słońce!!!
kto nie zauważył, to nadal trwa moje Nature Candy, zapraszam do zapisywania się tutaj i na fb!
miłego dnia :*